🔥 Dieta z produktami z Biedronki 🐞 Prosta, tania, odżywcza! Sprawdź tutaj

Choroba Gravesa-Basedowa – poznać czyli zrozumieć

Zapewne pamiętacie ostatni post na temat nadczynności tarczycy w przebiegu choroby Gravesa-Basedowa. Zrównoważona dieta i odpowiednia suplementacja ma wspomóc leczenie farmakologiczne.

Na moim przykładzie omówimy jak to wygląda. Niestety ostatni tydzień był dla mnie bardzo intensywny pod względem zmian mojego stanu zdrowia, dlatego postanowiłam się tym z Wami podzielić. Mam nadzieję, że tym postem pomogę komuś, rozwieję krążące po głowach wątpliwości i uświadomię Wam, jak ważna jest w leczeniu choroby Gravesa współpraca lekarzy wielu specjalizacji.

Na początku stycznia tego roku zgłosiłam się do lekarza medycyny rodzinnej z typowymi objawami nadczynności tarczycy. Pan doktor po wnikliwym wywiadzie skierował mnie na podstawowe badania krwi oraz usg tarczycy. Wyniki jednoznacznie pokazały nadczynność.
Tarczyca w obrazie usg mocno ukrwiona, Tsh praktycznie niewykrywalne. Skierowanie do poradni endokrynologicznej na cito z trzema wykrzyknikami.

Dodam tylko, że nikt wcześniej w rodzinie nie chorował na Gravesa, choć inne choroby autoimmunologiczne były odnotowane.

Dzięki szybkiej reakcji pana doktora już dwa tygodnie później czekałam pod drzwiami gabinetu w poradni endokrynologicznej. Pani doktor zleciła ponowne badania krwi oraz pełen pakiet tarczycowy. Ft3 i Ft4 kilkukrotnie ponad normy, podobnie AntyTpo i AntyTg. Do tego podwyższone próby wątrobowe.

Diagnoza: nadczynność tarczycy w przebiegu choroby Gravesa- Basedowa. Dostałam lek z grupy tyreostatyków oraz lek zmniejszający kołatanie serca (tak, kołatania serca są typowe dla tej choroby).

Tydzień później wykonałam badania kontrolne krwi. Wyniki znacznie się poprawiły, Ft3 i Ft4 zaczęły ładnie spadać, poprawiło się moje ogólne samopoczucie. Notabene było to w przeddzień napisania tamtego posta.

Ale radość nie trwała długo. W nocy z środy na czwartek pojawiła się ostra pokrzywka. W czwartek z samego rana, na czczo i z lekiem w torebce (taka tam mała zapobiegliwość, zgłosiłam się do poradni rodzinnej. Pan doktor po szczegółowym wywiadzie lekarskim, badaniu krwi na cito, zbadaniu ciśnienia, cukru i wykonaniu ekg zadecydował o podaniu sterydu w zastrzyku domięśniowo.

Duża dawka stresu (bo się coś dzieje), zastrzyk (z zasady nie przyjemny), do tego brak śniadania, sprawiły, że przy pobraniu krwi trochę odleciałam. Na szczęście objawy ustąpiły. Ale nie na długo. W nocy nasiliły się ponownie, do tego doszedł obrzęk gardła. W piątek rano znów zawitałam do mojej ulubionej poradni rodzinnej (panie pielęgniarki już mnie przez telefon poznają bez podawania nazwiska).

Pan doktor po konsultacji z innym lekarzem ponownie podał mi steryd w zastrzyku. Niestety pokrzywka tym razem nie zniknęła, do tego obrzęk gardła nasilił się. Zapadła decyzja o wezwaniu karetki i przewiezieniu mnie na SOR, gdzie miałam mieć zrobione dokładniejsze badania. Był piątek i wizja nadchodzącego weekendu, gdzie może zdarzyć się wszystko kazała mi nie protestować.

Tak więc zostałam przewieziona na szpitalny oddział ratunkowy, gdzie przeprowadzono ze mną jeszcze raz wywiad lekarski, i po pewnym czasie oczekiwania zostałam poproszona na oddział.

Po wykonaniu kolejnych badań i konsultacji lekarza prowadzącego z alergologiem potwierdziły się przypuszczenia lekarza rodzinnego: ostra reakcja alergiczna w odpowiedzi na składnik leku z grupy tyreostatyków. Otrzymałam kolejny zastrzyk sterydowy, zmieniono mi leki, zabezpieczono sterydami w tabletkach i lekami przeciwhistaminowymi. Obolała, pokłuta i zmęczona zostałam wypisana późnym wieczorem do domu. W poniedziałek miałam zgłosić się do poradni endokrynologicznej.

Sobota i niedziela minęły bez większych przebojów. Tylko końskie dawki sterydów powodowały senność, zmęczenie i apatię. Wychodziłam z domu tylko na krótkie spacery z psem, bo nie wiedziałam jak daleko będę w stanie zajść. Do tego pojawił się brak apetytu i problemy z trawieniem (odbijało mi się lekami). I skóra, jakby przezroczysta, na której po każdym dotknięciu pojawiały się czerwone plamy i popękane naczynka.

Poniedziałkowa wizyta w poradni endokrynologicznej przebiegła pomyślnie. Ponownie zmieniono mi leki i zapisano na wizytę za dwa tygodnie. Myślisz, że to już koniec? Nic bardziej mylnego.

Wczoraj wieczorem zaczęło boleć mnie gardło. Dlaczego mnie to zaniepokoiło? Otóż ból gardła i gorączka przy przyjmowaniu tyreostatyków mogą być objawem zaniku szpiku kostnego.

Dziś rano nie zażyłam tabletek, a pojechałam jak najszybciej do laboratorium, gdzie wykonałam badania krwi- morfologię z rozmazem i pakiet tarczycowy. Z tymi wynikami udałam się do poradni endokrynologicznej. Wyniki krwi pokazały lekką infekcję bakteryjną. Tylko infekcję bakteryjną. Uff ulga.

Pozostałe wyniki pokazały, że hormony Ft3 i Ft4 znalazły się na granicy dolnej normy. Uwaga! dwa dni stosowania nowego leku. Pani doktor po dokładnym zbadaniu mnie i przeanalizowaniu wyników zdecydowała o zmniejszeniu dawki leku o połowę.

O diecie nie będę dziś pisać, przez ostatnie dni jadłam, bo mój dietetyczny umysł mi tak kazał.

Suplementacja? Tak, była i jest, natomiast przy takiej ilości tabletek, które zażywam musiałam ją nieco ograniczyć do preparatów podstawowych, ze względu na ból żołądka i odbijanie. Tutaj podstawy: kwas masłowy, laktoferyna i Bifidobacterium, witamina C z furaginą (w badaniu moczu wyszło lekkie zapalenie), witamina D3 i dobrej jakości elektrolity (ważne przy zażywaniu sterydów). Powinny pojawić się się także omega 3, ale więcej kapsułek, tym bardziej kapsułek z olejem rybim nie przełknę. Wprowadzę je znów do swojej suplementacji, jak tylko dobowa ilość tabletek trochę się zmniejszy.

Tak, zaszalałam z tą prywatą. Ale tym postem chcę każdego z Was uświadomić, jak ważna jest w leczeniu tej choroby (i nie tylko tej) współpraca pomiędzy lekarzami różnych specjalności. Tym bardziej szkodliwe może być działanie na własną rękę lub bagatelizowanie objawów.

Ja trafiłam pod opiekę wspaniałego lekarza rodzinnego, który nie skąpi skierowań na badania i dogłębnie analizuje każdy objaw choroby. I bardzo szybko trafiłam pod opiekę lekarza endokrynologa. Pamiętajcie, że trafna diagnoza i podjęcie szybkiego leczenia zwiększa Wasze szanse na wyleczenie.

Nie zawiodłam się także na SORze, czego się bałam, po tym co często zgłaszacie. Mi udało się trafić na wnikliwego i skrupulatnego lekarza, który nie odesłał mnie z przysłowiowym kwitkiem, a cała diagnostyka przebiegła bez zbędnego stresu.

Ważna jest także opieka i wsparcie ze strony najbliższych. Ja cały czas miałam wsparcie osób najbliższych i stały kontakt z całą ekipą SanDiet.

Czego Wam również życzę!


Zainteresował Cię artykuł?

Poszerz swoją wiedzę o wybrane produkty z naszego sklepu – solidna dawka praktycznej wiedzy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.

Menu